47/ 1959 r. - II LIGA - 17 KOLEJKA - UNIA - STAL SOSNOWIEC.
Pytanie dnia brzmiało: jaka będzie forma meczowa Jaskółek i jak podejdą do tego spotkania.Na szczęście dla wszystkich Unia
potraktowała mecz prestiżowo i było to widać przez pełne 90
minut tego ciekawego widowiska. To był znowu ten zespół, który
chciałoby się, niczym miód, jeść łyżkami.
Obiektywni
obserwatorzy mieliby nie lada problem z ustaleniem, która z drużyn
za kilka kolejek przywdzieje szaty pierwszoligowca. Jaskółki
stanowiły bowiem równorzędnego partnera dla faworyzowanej Stali !.
To
zdanie nie jest do końca prawdziwe. Faktycznie to bowiem Unia
pokazywała lepszy futbol, a przynajmniej stwarzała więcej
bramkowych okazji !!!.
Właśnie bramkarz gości - Machnik,
w kolejnym wyjściu do piłki próbuje ją wypiąstkować, ale w
skutecznej interwencji przeszkadza mu własny obrońca, blokując swobodny dostęp do piłki. Bramkarza stać tylko na lekkie
strącenie piłki, prosto ... pod nogi któregoś z Unistów, następuje totalne
zamieszanie, ktoś oddaje strzał ... i jęk zawodu - piłka odbija się od asekurującego Machnika obrońcy, akurat stojącego tuż przed
linią bramkową !!!.
Po chwili piękna dwójkowa akcja Jaskółek /Nowak
- Witek/,
szybkie zagrania z klepki, strzał bodajże Spodziei,
tuż spoza linii pola karnego, Machnik
paruje piłkę znów nieprecyzyjnie, tym razem przed siebie, dobitka
Unistów, piłka przechodzi tuż nad poprzeczką. Kolejny jęk
zawodu.
Po chwili znakomita bomba z odległości około 25
minut, Machnik
stoi jak wryty, piłka przechodzi obok ... spojenia słupka z
poprzeczką !.
Kolejne rzęsiste brawa na trybunach !.
Mecz
był prowadzony w błyskawicznym tempie. Stal, widząc że Jaskółki
nie ustępują jej w zaciętości i piłkarskim rzemiośle uznała,
że zamęczy gospodarzy narzuconym, dużym tempem spotkania. Nic z
tych rzeczy !.
Jeśli ktoś dyszał w końcówce meczu, to nie
byli to Uniści.
Widać, że odpoczynek zafundowany sobie przez
naszych graczy na boisku Waltera, zaprocentował w meczu z
rywalem przewyższającym Rzeszowian o kilka klas.
Główny problem Stali w meczu z
Unią polegał na tym, że goście, grając szybko, na wysokim poziomie
technicznym, odpowiadając kontrakcją na niemal każdą naszą
akcję, nie potrafili się przebić przez naszą obronę. Defensywa
Unii rozgrywała fantastyczne spotkanie. Fundowali
rywalom wszystko, co można takiemu przeciwnikowi zafundować:
udane pułapki ofsajdowe, skuteczne wślizgi itd. Obrona
Unii
panowała "i na ziemi i w powietrzu".
Była zaporą nie
do przebycia. Po meczu ponoć Czekanowski
zażartował, że w tym dniu, dzięki kolegom z defensywy napracował
się mniej, niż na boisku Waltera, co prawdę mówiąc, aż tak
bardzo nie odbiegało od faktów. Oczywiście i wkład Czekanowskiego
w utrzymywanie przez Unię czystego konta był wielki !.
Mecz
zakończył się remisem 0 : 0, co uznano za sensację !.
Schodzący
z boiska Stalowcy pokazywali sędziemu wymownie, jak to obrońcy
Unii częstowali ich kuksańcami i łokciami wsadzanymi pod żebro.
To, co dla jednych było kuksańcem i grą faul, dla innych /czytaj -
kibiców Unii/ było grą męską i nowoczesną, która sprawiła, że Jaskółki znalazły się znowu na ustach kibiców wszystkich drużyn z ówczesnej II ligi !.
piątek, 1 sierpnia 2014
piątek, 25 lipca 2014
46/ 1959 r. - II LIGA - ZAPOWIEDŹ 17 KOLEJKI: UNIA - STAL SOSNOWIEC.
Kibice
z rosnącym zdziwieniem przyglądali się wybiegającej na boisko drużynie Unii.
Ci, o bardziej sokolim wzroku, gorączkowo komentowali: tak, tak - Jemu też się sypie. Ooo,
patrzcie - i tamtemu też !.
I faktycznie: Dubielowi
i Kotwie
kurzyło się, że hej !. Nowak,
Witek i Czarnecki
też byli nieźle obsypani. W sumie najmniej pyłu zalegało na
bramkarzu Czekanowskim
oraz na Białasie, Guzym i Palembie.
Na tym tle najlepiej prezentowali się Kuciewicz
i spontanicznie witany Spodzieja,
który wreszcie powrócił do składu.
Nawet najbystrzejsze oko nie mogło wypatrzyć na nich odrobinki pyłu.
Niestety nadal nie było Rusinka. To była przykra wiadomość: Rusinek miał sezon z "głowy" i w 1959 r. nie pojawił się już w barwach Jaskółek, co wyraźnie je osłabiało.
Tajemnica "przykurzenia" Unistów wyjaśniła się zaraz po pierwszym gwizdku sędziego.
Nawet najbystrzejsze oko nie mogło wypatrzyć na nich odrobinki pyłu.
Niestety nadal nie było Rusinka. To była przykra wiadomość: Rusinek miał sezon z "głowy" i w 1959 r. nie pojawił się już w barwach Jaskółek, co wyraźnie je osłabiało.
Tajemnica "przykurzenia" Unistów wyjaśniła się zaraz po pierwszym gwizdku sędziego.
Kiedy
wybita na aut piłka zamarła obok ogrodzenia, zdumieni kibice
zobaczyli, że podchodzący po nią piłkarz Unii
ma solidnie posypaną głowę kilkoma warstwami popiołu.
Nie było
wątpliwości: kierownictwo klubu poleciło zawodnikom po
kompromitacji i "grzechach zaniechania" w Rzeszowie, posypać
solidnie głowy popiołem na znak skruchy i pokuty !!!.
Z takiego sposobu powinno się korzystać po dzień dzisiejszy, co dla niektórych mogłoby to oznaczać niemycie głowy przez długie tygodnie. "Czysta oszczędność".
O ile za news dotyczący popiołu nie mogę brać pełnej odpowiedziaalności, to z całym przekonaniem i w zgodzie z faktami, mogę teraz napisać : do Tarnowa zawitał współlider rozgrywek !.
Z takiego sposobu powinno się korzystać po dzień dzisiejszy, co dla niektórych mogłoby to oznaczać niemycie głowy przez długie tygodnie. "Czysta oszczędność".
O ile za news dotyczący popiołu nie mogę brać pełnej odpowiedziaalności, to z całym przekonaniem i w zgodzie z faktami, mogę teraz napisać : do Tarnowa zawitał współlider rozgrywek !.
Stal przed meczem z Unią notowała złotą passę. Wygrywała i gromiła !.
Dla zespołu kroczącego prostą drogą do awansu było wszystko jedno, czy gra u siebie, czy gra na wyjeździe. Czołówka była zbyt wyrównana, by móc pozwolić sobie na stratę choćby 1 punktu. Unia miała być dla Stali tylko kolejną przystawką na drodze do jej awansu do I ligii.
Dla zespołu kroczącego prostą drogą do awansu było wszystko jedno, czy gra u siebie, czy gra na wyjeździe. Czołówka była zbyt wyrównana, by móc pozwolić sobie na stratę choćby 1 punktu. Unia miała być dla Stali tylko kolejną przystawką na drodze do jej awansu do I ligii.
Czy zaspokoiliśmy podniebienia smakoszy z Sosnowca i czy piłkarze po meczu przyodziali zakupione przez kierownictwo Unii wory pokutne, o tym dowiecie się z kolejnego odcinka...
czwartek, 24 lipca 2014
45/ 1959 r. - II LIGA - PODSUMOWANIE 16 KOLEJKI;
Wybiegając w przyszłość trzeba stwierdzić, że remis z Unią nie odmienił losów Waltera. To nie był feniks powstający z popiołów. Szybko okazało się, że remis z Unią nie był wynikiem odradzania się Rzeszowa, ale stanowił konsekwencję katastrofalnej dyspozycji Jaskółek.
Wybiegając w przyszłość trzeba stwierdzić, że remis z Unią nie odmienił losów Waltera. To nie był feniks powstający z popiołów. Szybko okazało się, że remis z Unią nie był wynikiem odradzania się Rzeszowa, ale stanowił konsekwencję katastrofalnej dyspozycji Jaskółek.
W trzech
kolejnych meczach Walter poniósł 3 porażki, tracąc każdorazowo po 3 gole,
a raz szczególnie dobitnie przypomniano mu miejsce w szeregu drugoligowców /przerżnął z
Lipinami 0:6/. Odzyskana w spotkaniu z Unią odrobina dumy,
przyniosła mu jednak na finiszu rozgrywek nieoczekiwane zdobycze
punktowe. Walter zremisował bowiem z Szombierkami 1:1 i
wygrał z Concordią 1:0.
WYNIKI 16 KOLEJKI:
Naprzód
Lipiny - Stal Rzeszów 2:0
Piast Gliwice - Wawel Kraków 3:2
Unia Racibórz - Legia Krosno 1:0
Concordia Knurów - Stal Mielec 4:0
Szombierki Bytom - Stal Sosnowiec 0:1.
Piast Gliwice - Wawel Kraków 3:2
Unia Racibórz - Legia Krosno 1:0
Concordia Knurów - Stal Mielec 4:0
Szombierki Bytom - Stal Sosnowiec 0:1.
TABELA po XVI kolejkach:
1/
- 2/ Stal Sosnowiec i Unia Racibórz - po 22 pkt;
3/-4/ - Piast i Wawel - po 20 pkt;
5/-6/ Unia TARNÓW i Stal Mielec - po 19 pkt;
7/ Naprzód - 18 pkt;
8/ Concordia - 16 pkt;
9/ Stal Rzeszów - 15 pkt;
10/ Legia - 12 pkt;
11/ Szombierki -7 pkt;
12/ Walter - 2 pkt.
3/-4/ - Piast i Wawel - po 20 pkt;
5/-6/ Unia TARNÓW i Stal Mielec - po 19 pkt;
7/ Naprzód - 18 pkt;
8/ Concordia - 16 pkt;
9/ Stal Rzeszów - 15 pkt;
10/ Legia - 12 pkt;
11/ Szombierki -7 pkt;
12/ Walter - 2 pkt.
wtorek, 22 lipca 2014
44/ 1959 r. - II LIGA, 16 KOLEJKA: WALTER RZESZÓW - UNIA
Przedmeczowe, anielskie podejście Unii do zawodów szybko znalazło swoje przełożenie na
postawę piłkarzy na boisku.
Miały być mocne akordy, były pobrzdękiwania na fleciku, miała być bramkowa kanonada, były co najwyżej strzały kapiszonami.
Pokornie pochylona głowa skazańca, gotowego przyjąć kolejne, może nawet i dwucyfrowe razy, ze zdumieniem odkrywała, że są w piłkarskim świecie i istoty współczujące najsłabszym.
Walter ośmielony postawą Unii zaczął grać ofiarnie, z nadzieją na choćby remis. Niespodziewanie punkt ciężkości meczu stopniowo przenosił się na przedpole bramki W. Czekanowskiego.
Zapędy Waltera były skutecznie tłumione przez naszą obronę i wspomnianego golkipera. Walter nie posiadł na tyle umiejętności, by wykorzystać do końca zaistniałą sytuację.
Owszem, były niebezpieczne momenty, jak choćby ten z pierwszej połowy, kiedy piłka zeszła z nogi jednemu z naszych obrońców, ale strzał gospodarzy z odległości ok. 7 metrów zakończył się wyjściem piłki na rzut rożny po rykoszecie i odbiciu jej od nóg innego naszego
piłkarza. 7 m od bramki, to i tak było całkiem nieźle, jak na ówczesne możliwości Rzeszowian.
Walter nie wykorzystał również momentu zagapienia się sędziego, który nie wyłapał faulu na Czekanowskim, faulowanym w powietrzu przy próbie wypiąstkowania piłki.
Futbolówka spadła pod nogi napastnika Rzeszowian, który z odległości ok. 5 m posłał piłkę tuż obok naszego lewego słupka. To już było całkiem dobrze.
Obiektywnie jednak Walterowi należą się słowa pochwały za podjęcie walki i ponawiane próby wygrania meczu.
Męska, pełna ambicji postawa gospodarzy przyniosła im jeden punkt. Mecz zakończył się remisem 0:0, co oczywiście uznano za sensację.
Miały być mocne akordy, były pobrzdękiwania na fleciku, miała być bramkowa kanonada, były co najwyżej strzały kapiszonami.
Pokornie pochylona głowa skazańca, gotowego przyjąć kolejne, może nawet i dwucyfrowe razy, ze zdumieniem odkrywała, że są w piłkarskim świecie i istoty współczujące najsłabszym.
Walter ośmielony postawą Unii zaczął grać ofiarnie, z nadzieją na choćby remis. Niespodziewanie punkt ciężkości meczu stopniowo przenosił się na przedpole bramki W. Czekanowskiego.
Zapędy Waltera były skutecznie tłumione przez naszą obronę i wspomnianego golkipera. Walter nie posiadł na tyle umiejętności, by wykorzystać do końca zaistniałą sytuację.
Owszem, były niebezpieczne momenty, jak choćby ten z pierwszej połowy, kiedy piłka zeszła z nogi jednemu z naszych obrońców, ale strzał gospodarzy z odległości ok. 7 metrów zakończył się wyjściem piłki na rzut rożny po rykoszecie i odbiciu jej od nóg innego naszego
piłkarza. 7 m od bramki, to i tak było całkiem nieźle, jak na ówczesne możliwości Rzeszowian.
Walter nie wykorzystał również momentu zagapienia się sędziego, który nie wyłapał faulu na Czekanowskim, faulowanym w powietrzu przy próbie wypiąstkowania piłki.
Futbolówka spadła pod nogi napastnika Rzeszowian, który z odległości ok. 5 m posłał piłkę tuż obok naszego lewego słupka. To już było całkiem dobrze.
Obiektywnie jednak Walterowi należą się słowa pochwały za podjęcie walki i ponawiane próby wygrania meczu.
Męska, pełna ambicji postawa gospodarzy przyniosła im jeden punkt. Mecz zakończył się remisem 0:0, co oczywiście uznano za sensację.
Podobno po meczu Uniści
pojechali na rekolekcje, by nie uronić nic z nabytej aury
duchowości.
Warto odnotować, że na boisku Waltera w roli uduchowionych
wystąpili: Czekanowski,
Tyliszczak, Białas, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Czarnecki, Kalemba,
Kotwa i Dubiel.
Stanu oświecenia nie dostąpili nieobecni: Rusinek i Spodzieja.
Kibice mówili, że jak przystało na duchy, zespół Unii wracał do domu po rzeszowskim blamażu grubo po północy i dla zmylenia kibiców od strony innych opłotek.
Tabelę po tym popisie Jaskółek zamieszczę później, w tej chwili bowiem oczekuję z innymi kibicami na przyjazd naszych milusińskich z Rzeszowa. Mnie to Oni nie zwiodą ...
Stanu oświecenia nie dostąpili nieobecni: Rusinek i Spodzieja.
Kibice mówili, że jak przystało na duchy, zespół Unii wracał do domu po rzeszowskim blamażu grubo po północy i dla zmylenia kibiców od strony innych opłotek.
Tabelę po tym popisie Jaskółek zamieszczę później, w tej chwili bowiem oczekuję z innymi kibicami na przyjazd naszych milusińskich z Rzeszowa. Mnie to Oni nie zwiodą ...
sobota, 12 lipca 2014
43/ 1959 r. - II LIGA - ZAPOWIEDŹ 16 KOLEJKI: WALTER RZESZÓW - UNIA.
Wchodzący na murawę boiska piłkarze Jaskółek mieli jasne, bezchmurne i łagodne oblicza.
Mimo,
że był to już 9 września 1959 r., to Unia jechała do Rzeszowa na
typową majówkę, wczasy pracownicze, czy jak kto woli do
sanatorium, lub jak to dawniej mówiono "do wód". Kibice nie mieli wątpliwości: styrane po ostatnim meczu nerwy zostaną ukojone wysokim zwycięstwem nad Walterem.
Bo i zaiste - w tym meczu Jaskółkom nie mogło się nic złego przydarzyć. Walter przegrywał w lidze wszystko, co się tylko dało przegrać, a od najlepszych drużyn dzieliło go aż 19 punktów, co przy systemie wynagradzania zespołów 2 punktami za zwycięstwo, było przepaścią i odległością podobną do tej, jaka dzieliła Rzeszów od gwiazd.
Jedyny punkt, jaki Walter miał na koncie, został zdobyty w 10 kolejce w meczu z Naprzodem, a i tu rodziło się podejrzenie, czy sprawozdawcy z tego meczu nie pomylili się przy podawaniu końcowego wyniku.
Na stadionie Waltera spotykały się więc dwa światy.
Gospodarze - drużyna w tych rozgrywkach co rusz poniżana, traktowana jak przysłowiowy chłopiec do bicia, na którym można było ustanawiać i poprawiać klubowe rekordy w wysokości wygranych, z czego np. skrzętnie
skorzystał Piast Gliwice /8:0/.
A z drugiej strony Unia - zespół, który przebojem i w pięknym stylu wdarł się na II - go ligowy Olimp, ogałacając po drodze najlepszych w tej klasie z punktów i nadziei.
Bo i zaiste - w tym meczu Jaskółkom nie mogło się nic złego przydarzyć. Walter przegrywał w lidze wszystko, co się tylko dało przegrać, a od najlepszych drużyn dzieliło go aż 19 punktów, co przy systemie wynagradzania zespołów 2 punktami za zwycięstwo, było przepaścią i odległością podobną do tej, jaka dzieliła Rzeszów od gwiazd.
Jedyny punkt, jaki Walter miał na koncie, został zdobyty w 10 kolejce w meczu z Naprzodem, a i tu rodziło się podejrzenie, czy sprawozdawcy z tego meczu nie pomylili się przy podawaniu końcowego wyniku.
Na stadionie Waltera spotykały się więc dwa światy.
Gospodarze - drużyna w tych rozgrywkach co rusz poniżana, traktowana jak przysłowiowy chłopiec do bicia, na którym można było ustanawiać i poprawiać klubowe rekordy w wysokości wygranych, z czego np. skrzętnie
skorzystał Piast Gliwice /8:0/.
A z drugiej strony Unia - zespół, który przebojem i w pięknym stylu wdarł się na II - go ligowy Olimp, ogałacając po drodze najlepszych w tej klasie z punktów i nadziei.
Wchodzący na murawę boiska piłkarze Jaskółek mieli jasne, bezchmurne i łagodne oblicza.
Wyglądali na natchnionych dobrem i przyjaźnią,
zdawało się, że dopiero co opuścili buddyjski klasztor. Szlachetne
intencje biły z ich lic.
Do Rzeszowa przyjechała misja pokojowa, nacechowana głębokim współczuciem i zrozumieniem dla sponiewieranego przeciwnika...
Chciałoby się powiedzieć: "Om Mani Padme HUM", albo wypuścić z rękawa gołąbka pokoju.
Do Rzeszowa przyjechała misja pokojowa, nacechowana głębokim współczuciem i zrozumieniem dla sponiewieranego przeciwnika...
Chciałoby się powiedzieć: "Om Mani Padme HUM", albo wypuścić z rękawa gołąbka pokoju.
piątek, 11 lipca 2014
42/ 1959 r. - II LIGA - PODSUMOWANIE 15 KOLEJKI.
Porażkę
Unii skrzętnie wykorzystały inne zespoły z górnej części
tabeli:Wawel
Kraków wygrał 1:0 w Krośnie, Stal Sosnowiec pokonała 4:2 Naprzód
Lipiny, a Unia Racibórz bez problemów rozprawiła się 3:0
z Walterem Rzeszów. Poza
tym Stal Mielec wygrała 3:2 z Szombierkami Bytom; w meczu
Stali Rzeszów i Concordii Knurów odnotowano remis 1:1.
Ten
jeden przegrany mecz zepchnął nas dość wyraźnie w dół
tabeli:
1/-2/ -3/ Unia Racibórz, Wawel i Stal Sosnowiec po 20 pkt;
4/- Stal Mielec - 19 pkt;
5/- 6/ Piast i UNIA TARNÓW po 18 pkt;
7/ Naprzód - 16 pkt;
8/ Stal Rzeszów - 15 pkt;
9/ - Concordia - 14 pkt;
10/- Legia - 12 pkt;
11/- Szombierki - 7 pkt;
12/ - Walter - 1 pkt.
1/-2/ -3/ Unia Racibórz, Wawel i Stal Sosnowiec po 20 pkt;
4/- Stal Mielec - 19 pkt;
5/- 6/ Piast i UNIA TARNÓW po 18 pkt;
7/ Naprzód - 16 pkt;
8/ Stal Rzeszów - 15 pkt;
9/ - Concordia - 14 pkt;
10/- Legia - 12 pkt;
11/- Szombierki - 7 pkt;
12/ - Walter - 1 pkt.
wtorek, 10 czerwca 2014
41/ 1959 r. - II LIGA, 15 KOLEJKA - UNIA - PIAST GLIWICE.
Piast
zagrał w Tarnowie znakomity mecz, potwierdzając wszystkie
opisane powyżej walory. Grał z niesamowitą pasją, widać było,
że zrobi wszystko, by zmazać plamę z pierwszego pojedynku.
Zaciętość z jaką Piastunki rozgrywały spotkanie graniczyła z
czymś nadrzeczywistym. Nie było dla nich straconych piłek, nie
było minuty poświęconej na odpoczynek. Napastnicy Piasta raz po
raz wprowadzali zamieszanie w nasze szeregi.
Właśnie Skubacz podnosi się z murawy, po jego "przewrotce" piłka dosłownie o milimetry minęła słupek z poprzeczką. Niestety, ale Unia w tym dniu była tylko tłem dla gości.
Jaskółki wypadały w tej konfrontacji słabo, na trybunach coraz głośniej podnosiły się głosy, iż Unia tak naprawdę w tym meczu nie podjęła walki. Prawda jest taka, że Uniści wypadali blado i nie było w ich poczynaniach widać nadzwyczajnych chęci przedłużenia rywalizacji o I ligę.
Właśnie Skubacz podnosi się z murawy, po jego "przewrotce" piłka dosłownie o milimetry minęła słupek z poprzeczką. Niestety, ale Unia w tym dniu była tylko tłem dla gości.
Jaskółki wypadały w tej konfrontacji słabo, na trybunach coraz głośniej podnosiły się głosy, iż Unia tak naprawdę w tym meczu nie podjęła walki. Prawda jest taka, że Uniści wypadali blado i nie było w ich poczynaniach widać nadzwyczajnych chęci przedłużenia rywalizacji o I ligę.
Sytuację pogarszał fakt, że w szeregach
Jaskółek zabrakło Rusinka
i Spodziei, a zastępujący ich w przednich formacjach Kalemba,
Kotwa, czy
operujący tam Dubiel, nie
potrafili znaleźć sposobu na rozmontowanie obrony gości.
Brak aż dwóch czołowych snajperów Unii, akurat w tym meczu, był bardzo widoczny.
Jednak jeszcze do przerwy można było się łudzić, że klubowy kasjer będzie miał powody do wypłaty premii za wygraną, a kibice do zakupów adekwatnego do nastrojów towaru w pobliskich sklepach, jako że pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 0:0. Biorąc pod uwagę przebieg konfrontacji wynik nie był zły.
Ale druga połowa rozwiała nadzieje.Skubacz okazał się okrutny dla Unii. Dwie znakomite akcje zespołu Piasta zwieńczył dwoma golami !!!.
Unii nie udało się odpowiedzieć ani jednym
trafieniem.
Brak aż dwóch czołowych snajperów Unii, akurat w tym meczu, był bardzo widoczny.
Jednak jeszcze do przerwy można było się łudzić, że klubowy kasjer będzie miał powody do wypłaty premii za wygraną, a kibice do zakupów adekwatnego do nastrojów towaru w pobliskich sklepach, jako że pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 0:0. Biorąc pod uwagę przebieg konfrontacji wynik nie był zły.
Ale druga połowa rozwiała nadzieje.Skubacz okazał się okrutny dla Unii. Dwie znakomite akcje zespołu Piasta zwieńczył dwoma golami !!!.
Unii nie udało się odpowiedzieć ani jednym
trafieniem.
Zawód był na całej linii. Na domiar złego po jednej z
nielicznych, bardziej siarczystych akcji, Jaskółki stanęły przed
niepowtarzalną szansą odwrócenia biegu tego spotkania.
Dysponuję dwoma oddzielnymi kartkami i tylko mogę się domyślać, że dotyczą one tego samego meczu. Otóż Unia wywalczyła sobie rzut karny. Niestety, ale Kalemba nie zdobył z niego gola !!!.
Dysponuję dwoma oddzielnymi kartkami i tylko mogę się domyślać, że dotyczą one tego samego meczu. Otóż Unia wywalczyła sobie rzut karny. Niestety, ale Kalemba nie zdobył z niego gola !!!.
Ostatecznie
Unia zasłużenie przegrała z Piastem /czytaj Skubaczem/ 0 : 2 /0:0/
i
kibice zaczęli mówić - pierwszej ligii pewnie i nie będziemy
mieli, ale dobre i to, co w tym pierwszym w II lidze sezonie udało
się
zdobyć i pokazać innym zespołom !.
zdobyć i pokazać innym zespołom !.
Subskrybuj:
Posty (Atom)