70/ 1960 r. KOLEJNY SPARING PRZED II LIGĄ: UNIA - WISŁA KRAKÓW.
Czekanowski,
Białas, Mazurek, Kuciewicz, Nowak, Guzy, Witek, Fudalej, Rusinek,
Dubiel i Palemba,
na oczach 2 tys. widzów, mieli stawić czoła ekstraklasowej
Wiśle.
Wisła bardzo poważnie podeszła do tego sparingu. Już
same nazwiska niektórych Wiślaków mogły przyprawić o drżenie
serca, a co dopiero ich gra !.
Niech za komentarz wystarczą
krótkie wizytówki niektórych z nich:
20 latek - Andrzej
Sykta,
rok wcześniej zadebiutował w reprezentacji w zwycięskim
/6:2/ meczu z Finlandią, sam strzelił 1 bramkę. Finowie mieli do
niego pecha - wiele lat później strzelił ich drużynie HJK w
Helsinkach gola w Pucharze Zdobywców Pucharu. Finowie dwukrotnie
wysoko przegrali z Wisłą i odpadli z rozgrywek; Władysław
Kawula
- 23 lata, szwajcarska precyzja przy karnych i wolnych, 5 - krotny
reprezentant Polski, właśnie w 1960 r. debiutował w spotkaniu z
Francją;Bronisław
Leśniak,
który miał kłopoty z przeczytaniem wieczorem książki, ale nie
miał problemów z bronieniem strzałów. Powód ? - ponoć miał słaby
wzrok i na meczach korzystał ze szkieł kontaktowych;
Zresztą,
gdyby zapomniał o szkłach, to i tak mógł spać spokojnie - miał
przed sobą znakomitego obrońcę - Ryszarda
Budkę,
także reprezentanta Polski.
Wszyscy wymienieni zagrali przeciwko
II -go ligowej Unii.
Kibice dowcipkowali, że działacze
Unii
przekazali przed meczem piłkarzom, iż grać będą z rezerwami
Hutnika, żeby nasi nie spanikowali.
Nie spanikowali, choć początek
spotkania należał do gości.
Ich dobra gra została
uwieńczona golem Sykty
w
31 minucie.
Unia
miała też swoje okazje, jak choćby tą wypracowaną przez
Nowaka,
który znakomicie wypatrzył Rusinka
w tłumie graczy. Rusinek
strzelił mocno, ale minimalnie obok słupka.Nowak
był wszędzie, chwilami wydawało się, że za mało mu gonienia za
piłką w barwach Unii i że przywdzieje strój gości, kiedy ci będą
konstruować akcje, by móc się i w nie włączać. Był niespożyty
i wszędobylski. To wyróżniająca się postać tego meczu.
Po przerwie nie mająca nic do stracenia Unia
zagrała
śmielej i trzeba było widzieć zdziwione miny kierownictwa Wisły.
Okazało się, że Jaskółki dorównują piłkarzom z najwyższej klasy rozgrywek.Do
82 minuty
można było jeszcze udawać, że nic się nie dzieje, wszak goście
mimo wszystko prowadzili. Ale w tej minucie stało się
!!!.
Kapitalnie wykonany rzut rożny przez Palembę,
mocny rogal zatacza łuk i piłka wpada ... do siatki !!!. 1:1, Unia wyrównała!!!.
Żeby co nieco przytłumić wielkość tej sytuacji
goście ochoczo przyznawać zaczęli się do ... gola samobójczego, jak wtedy mówiono.
Jako
winnego wskazali swojego obrońcę Świderka,
który miał dopomóc piłce w drodze do siatki. Tłok był niemały
przed Leśniakiem,
więc kibice mogli mieć wątpliwości co do prawdziwego autora gola,
ale wielu piłkarzy Unii twierdziło po sparingu, że był on wyłączną zasługą
naszego Palemby
!!!.
Wisła wyglądała na skonsternowaną, Unia na pobudzoną.
W
84 minucie
piłka po kapitalnym, niesygnalizowanym uderzeniu Rusinka,
ląduje na słupku, jak spod ziemi wyrósł koło niej aktywny Fudalej,
który z całej siły pakuje piłkę do bramki !!!.
Euforia !!!,
którą psuje sędzia
Roik z Tarnowa,
uznając iż gol nie może być uznany /rzekomo już Rusinek
był na spalonym/.
Nie wiem, czy sędzia Roik
nie
był przypadkiem z "tych" Roików.
"Tych", czyli Roików
- legendarnych i naprawdę dobrych graczy z Tarnovii z okresu przed i
powojennego /słynni bracia
Roikowie/.
Chyba
jednak było wszystko w porządku, bo nawet Praszczur, zaznaczył w notce, że
sędzia podjął słuszną decyzję.
Ale i tak było się z
czego cieszyć. Po bardzo dobrym meczu Unia
zremisowała z Wisłą 1:1 !!!.
Komplementem
było to, że ponoć po meczu Sykta,
żegnając
się z piłkarzami Unii miał powiedzieć, że do kolejnej
konfrontacji tych zespołów dojdzie już za rok, i że będzie to
pojedynek o ... I -szo ligowe punkty !!!. Takie oto wrażenie wywarła
na Wiśle nasza drużyna !!!. Apetyty przed sezonem rosły ...