wtorek, 11 lutego 2014

22/ 1959 r. - II LIGA - PODSUMOWANIE 9 KOLEJKI.


Inne wyniki 9 kolejki:
Naprzód Lipiny - Legia Krosno 1:0
Szombierki Bytom - Walter Rzeszów 2:0
Stal Rzeszów - Piast Gliwice 2:2 .
Zadyszkę notował Wawel, który przegrał w Sosnowcu ze Stalą 0:1; swoich fanów zawiodła też Stal Mielec, która na "własnych śmieciach" zaledwie zremisowała z Unią Racibórz 1:1. Te ostatnie wyniki były jednak wodą na młyn tarnowskich Jaskółek !!!.

Tabela po 9 kolejce:1/ - STAL SOSNOWIEC - 13 pkt;
2/ - 3/
UNIA TARNÓW i STAL MIELEC po 12 pkt;
4/-5/- UNIA RACIBÓRZ i WAWEL po 11 pkt;
6/- NAPRZÓD - 10 pkt;
7/-8/-9/- CONCORDIA, PIAST,STAL RZESZÓW
po 9 pkt;
10/ -LEGIA - 6 pkt;
11/- SZOMBIERKI - 5 pkt;
12/ - WALTER - 0 pkt.
Po 9 kolejkach mieliśmy miejsce na samych szczytach zaplecza ekstraklasy !. Unia była autentyczną, nie nadmuchiwaną rewelacją rundy !.
Tak na marginesie - przy okazji opisu tego meczu przypomniało mi się zdarzenie, które miało miejsce trochę lat po spotkaniu w Knurowie, a które ma z nim pewien związek. Napiszę o nim, bo historia kibiców to też w pewnym sensie historia klubu. W moich latach młodzieńczych próbowałem
przekonać do Unii wielu kolegów, byłem takim łowcą kolejnych sympatyków Jaskółek. Z jednym z kolegów szło mi nadzwyczaj opornie, ale ponieważ byliśmy zaprzyjaźnieni, po wielkim molestowaniu zgodził się pojechać ze mną na wyjazdowy mecz Unii do jednego z miast na
wschodnich rubieżach Polski.

Uznałem, że wyjazd doda kolorytu całemu przedsięwzięciu i ten pomysł drogo mnie kosztował. Zaczęło się od tego, że zostawiliśmy w rejsowym autobusie chlebak z kanapkami i pieniędzmi na powrót do Tarnowa, a i samych biletów /w tamtą stronę/ pozbyliśmy się już w czasie jazdy w okolicznościach, które same w sobie wystarczyłyby na inną opowieść.
Na miejsce jednak dotarliśmy. Problemu z brakiem pieniędzy nie dostrzegałem, bo postanowiłem że wrócimy z piłkarzami, dla których wówczas widok wystających po meczu, pod ich autobusem kibiców z Tarnowa, nie był żadnym nowum. Wpadliśmy na stadion, a tam ... szuru, szuru, jakiś cieć zamiatał papiery. Okazało się, że mecz rozegrano dzień wcześniej, oczywiście nie informując o tym nikogo. Tak to dawniej czasem wyglądało.
Do powrotnego autobusu nas nie zabrano z oczywistych powodów, zostaliśmy bez nadziei na rychły powrót i bez możliwości poinformowania o tym kogokolwiek, jako że poczta była w święta zamknięta, a jedyne telefony z połączeniami międzymiastowymi znajdowały się wówczas wyłącznie na poczcie.
Determinacja była jednak u nas wielka, przespaliśmy się u nieznanego księdza na plebanii, jako że połączeń w kierunku Tarnowa było tyle, co kot napłakał. Kościelny odtransportował nas nazajutrz na dworzec, tak aby być pewnym, że faktycznie pieniądze, które nam na słowo pożyczono, będą przeznaczone na bilety. Co się działo w domu !
Kolega od tego czasu omijał Unię szerokim łukiem, nie wiem dlaczego, ale chyba Mu się nienajlepiej kojarzyła; dla mnie takie eskapady były wpisane w ryzyko bycia kibicem.
Podobno dla odreagowania pojawił się nawet 1 raz na stadionie Tarnovii, ale sądząc po liczbie odwiedzin stadionu i tam przeżył jakiś koszmar... Dzisiaj to jednak inaczej wygląda.



czwartek, 6 lutego 2014

21/ 1959 r. - II LIGA - 9 KOLEJKA - CONCORDIA KNURÓW - UNIA TARNÓW.

 Wielu kibicom Concordia będzie się kojarzyć bardziej z inną nazwą - Górnik Knurów, ale to jeden i ten sam klub. Obecnie powrócił do swojej wcześniejszej nazwy, czyli Concordii.
Młodszemu pokoleniu zespół z Knurowa będzie się kojarzył z osobą bramkarza Jerzego Dudka, którego był wychowankiem, ale to zdecydowanie późniejsze czasy od objętych opisami.
W 1959 r.
Concordia miała za sobą wiele II - ligowych sezonów i był to kolejny zespół o doświadczeniu wykraczającym poza wyobrażenia Jaskółek.
Spotkanie z Concordią rozegrano
chyba 17 maja 1959 r., co wynikałoby mi z odręcznego zapisku. Zapisek do dzisiaj wygląda na nieźle przemoczony, pewnie od kibicowskich łez, jako że wielu kibiców Unii, chętnych do obejrzenia meczu, musiało obejść się smakiem.
Nawet gazety narzekały, że rozegrano go w pełnym utajnieniu.
Żartując można by dodać, że i sami piłkarze nie znali dnia i godziny spotkania, bo Unia pojechała do Knurowa prawdopodobnie bez
 Rusinka /nie grał, ale nie wiem, czy nie był przypadkiem na rezerwie/, a więc strata kadrowa były znaczące.
U mnie przechowała się tylko prasowa wzmianka, że gra była żywa i to po obu stronach. Gazety donosiły, że
Unia wyszła na prowadzenie po golu Palemby i takim właśnie prasowym wycinkiem dysponuję.
Problem polega jednak na tym, że z kolei z
odręcznego zapisku z moich zbiorów wynika, że bramkę -
wbrew prasowym doniesieniom - zdobył w 25 minucie meczu Spodzieja. I tego będę się trzymał. Nie odtworzę już, w jaki sposób nazwisko Spodziei, jako zdobywcy gola, pojawiło się na kartce, być może był to wynik informacji z klubu lub od jakiegoś kibica, któremu udało się dotrzeć we właściwym momencie na stadion...Concordia wyrównała w 32 minucie i Unia po raz kolejny w tym sezonie sprawiła swoim sympatykom miłą niespodziankę, jako że i całe wyjazdowe spotkanie zakończyło się remisem 1 : 1 /1:1/ !!!.
20/ 1959r. - II LIGA - PODSUMOWANIE 8 KOLEJKI.


W 8 kolejce nasi rywale uzyskali następujące wyniki:
Piast Gliwice wygrał z  Concordią Knurów 3:1,
czerwona latarnia rozgrywek: Walter Rzeszów nie miał żadnych szans w konfrontacji ze Stalą Sosnowiec i padł w stosunku 1:6, Unia Racibórz  wysoko wygrała z Naprzodem Lipiny 5:2,  Legia Krosno - Stal Rzeszów 2:2.
Największa sensacja miała miejsce w Krakowie, gdzie wielki lider tych rozgrywek - Wawel - przegrał  0:1 ze Stalą Mielec !!!.

Ten ostatni wynik miał oczywiście bezpośrednie przełożenie na tabelę.

Na czele znajdowały się 4 zespoły z identyczną liczbą punktów, a wśród nich nasza Unia !!!. 
Obok Jaskółek, 11 pkt zebrały: Wawel, Stal Mielec i Sosnowiec.
Kolejne miejsca zajmowały:
5/ - Unia Racibórz - 10 pkt;
6/-7/-8/-9/ - Concordia, Naprzód, Piast, Stal Rzeszów - 8 pkt;
10/ - Legia 6 pkt;
11/ - Szombierki - 3 pkt;
12/ - Walter - 0 pkt.

niedziela, 2 lutego 2014

19/ 1959 r. - II LIGA 8 KOLEJKA; UNIA - SZOMBIERKI.

Jak się już rzekło przez tę Tarnovię były tylko same kłopoty.

Szybko okazało się, że solidna rozgrzewka Czekanowskiego i obrońców była jak najbardziej na miejscu.
Linie defensywne Unii raz po raz wystawiane były na ciężkie próby. Właśnie Pan Władysław otrzepuje kurz osiadły na bramkarskim stroju, po rewelacyjnej robinsonadzie, w efekcie której udało Mu się końcami palców przebić piłkę ponad poprzeczką na rzut rożny. Dodajmy, piłkę zmierzającą po fantastycznym jej uderzeniu z woleja przez Sobka, wprost pod poprzeczkę naszej bramki.
Nasi obrońcy dwoją się i troją, by okiełznać rozpędzone Szombierki.
Próbują wszystkich metod. Są i wślizgi i walka w powietrzu i walka bark w bark. Są też próby łapania gości na spalone. Nie wszystkie udane.
W 31 minucie pułapka ofsajdowa zawodzi, Poloczek wychodzi na pozycję sam na sam z Czekanowskim, prawdopodobnie o sekundę zagapił się Białas.Stadion zamiera, strzał Poloczka, piłka leci w światło bramki !!!.Czekanowski znowu wyciągnięty niczym struna, jakby chciał się wydłużyć w powietrzu, kolejna wspaniała robinsonada, wyczuł intencje strzelca, ale czy dosięgnie piłki ?! Dosięgnął, znowu koniuszki palców ocierają się o powłokę piłki, ale to wystarcza, by zmieniła ona swój tor i pomknęła na kolejny rzut rożny.


Czekanowski lubił niekiedy interwencje "pod publiczkę", ale tym razem do efektownej, powietrznej  parady zmusiła Go trzeźwa ocena sytuacji, brawo !.
Jeszcze zespół Unii i jego fani na dobre nie ochłonęli, a tu w 36 minucie kolejna świetna akcja Bytomian. Piłkę przejmuje Sobek, jest już przy nim Tyliszczak, ale pomimo największych starań nie może wybić piłki spod nóg b. reprezentanta Polski, ten umiejętnie ją zasłania,
któryś z pomocników Unii idzie koledze w sukurs, ale na niewiele się to zdaje.
Sobek utrzymuje się przy piłce, piekielnie mocno uderza !Czekanowski tym razem nawet nie próbuje interweniować, stoi jak wmurowany w boisko, podkręcona piłka ucieka od niego, jest coraz bardziej poza zasięgiem naszego bramkarza, jeszcze tylko ułamek sekundy i głośne uderzenie !
Sobek trafił w słupek !!!.
Na nasze szczęście akcja przeprowadzona była w błyskawicznym tempie i żaden z graczy Szombierek nie znalazł się w pobliżu odbitej futbolówki.

Szczęśliwie też spadła ona na nogę Tyliszczaka. Tego nawet koledzy nie musieli ponaglać do szybkiego jej wybicia, kropnął w piłkę z całych sił, trochę na oślep, byle dalej od naszej bramki.
Piłka mija kilku graczy i ląduje przed
Witkiem. Ten również nie zastanawia się ani sekundy, ale jego podanie jest już mierzone, uruchamia w ataku Dubiela, krótka kiwka, zwód, Dubiel dostrzega wychodzącego na pozycję Spodzieję, podaje mu precyzyjnie piłkę, Spodzieja nawet nie podnosi głowy, baczy by piłka nie odskoczyła mu od nogi, strzela i po
chwili słyszy ryk stadionu:
goooool, goool !!!!!.

Unia prowadzi 1 : 0 z Szombierkami,
po celnym trafieniu Spodzieji w 37 minucie meczu !!!.

Spodzieja cieszy się za dwóch, za trzech, ech, co tam będę wyliczał, cieszy się za stu strzelców. To Jego pierwszy gol w tych rozgrywkach !. Zawodnik, który wcześniej strzelał bramki na zawołanie, w inauguracyjnym sezonie Unii w II lidze musiał czekać aż do 8 kolejki na swojego gola !!!. Nie wytykałem Mu tego wcześniej, żeby nie zapeszyć i nie
zdeprymować Go i żeby wreszcie ten upragniony gol
Spodzieji, który został odnotowany w zapiskach, mógł paść i na tym blogu. I jak widzicie, padł !!!.

Wynikiem 1:0 kończy się pierwsza połowa.

Po przerwie zaczynamy przeżywać jeszcze trudniejsze chwile. Szombierki zaczynają przejmować inicjatywę, jest ich jakby więcej na boisku. Nasz atak nie jest już tak groźny, a jego poczynania są duszone w zarodku przez Bytomian.

Kibice żartują, że w przerwie meczu gracze z linii napadu rozpoczęli świętowanie bramki Spodzieji i oto tego naoczne efekty.
Ale tak naprawdę, to niewielu kibicom udzielał się nastrój wesołkowatości - ciężko wywalczone prowadzenie mogło w każdej chwili wymknąć się z naszych rąk.

Prawie cały ciężar gry spada na naszą defensywę i Czekanowskiego. Na szczęście Ci nie zawodzą, w odróżnieniu od ataku.
Ale i my możemy mieć swoje kolejne pięć minut. Niestety, napastnicy nie wykorzystują kolejnych dobrych pozycji. Szanse na podwyższenie rezultatu mają Spodzieja i Dubiel, ale ich nie wykorzystują. Stadion natychmiast im to wybacza, wszyscy mają świeżo w pamięci znakomitą kontrę w wykonaniu tych zawodników, która przyniosła nam prowadzenie.
Już do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki.
Cel Szombierek, czyli zdobycie twierdzy Tarnów, nie powiódł się.
Unia wygrywa z Szombierkami Bytom 1 : 0 !!!.
Wyjeżdżający ze stadionu Jaskółek
piłkarze gości i ich fani mieli zapewne tylko jedno marzenie: oby już nigdy więcej do Tarnowa, a jeżeli już, to lepiej na stadion Tarnovii - tam się przynajmniej remisowało !!!.

czwartek, 23 stycznia 2014

18/ 1959r. - II LIGA - ZAPOWIEDŹ 8 KOLEJKI.


W 8 kolejce UNIA TARNÓW podejmowała SZOMBIERKI BYTOM.
Kolejny rywal i kolejna piękna sportowa karta. Szombierki miały już za sobą występy w ekstraklasie, do której awansowały w 1949 r. Z tymi występami na najwyższym szczeblu wiąże się historia, którą przypominano przed meczem z Unią, by pokazać, że przyjeżdża do nas
zespół mający nie tylko osiągnięcia, ale i rzeszę prawdziwych kibiców.
Podobno podczas ligowego meczu z krakowską Wisełką /wówczas Gwardią/, nota bene wygranego przez Bytomian, zainteresowanie spotkaniem było tak wielkie, że górnicy postanowili gremialnie zjechać nie pod ziemię, ale na trybuny stadionu. Spłoszone tymi zapowiedziami władze klubu, pewnie wsparte przez władze miasta, by nie pomniejszyć dochodu narodowego, przeprowadziły transmisję pod ziemię !.
Historia milczy, w jaki sposób przekazywano wieści do górników pracujących w kopalnianych zakamarkach, ale kibice żartowali, że zawodnikom Szombierek przykazano, by szybko strzelili gole - raz, żeby praca  szła lepiej, dwa - by górnicy nie denerwowali się w razie awarii w przekazie informacji.
Górnik Bytom, bo pod taką nazwą zespół występował w 1949 r., plan wykonał i zaraz na początku spotkania władował Wiśle dwie bramki, wygrywając ostatecznie mecz 2 : 0.
W latach 50 -tych Szombierki także trzymały poziom, dochodząc m.in. w 1952 r. aż do półfinału Pucharu Polski. Do historii polskiej piłki przeszedł ich mecz w ćwierćfinale tych rozgrywek. Regulamin Pucharu Polski nie przewidywał rzutów karnych w przypadku braku rozstrzygnięcia w normalnym czasie gry. Przy remisie grano więc aż do momentu zdobycia przez któryś z zespołów tzw. "złotej bramki". Szombierki grały w Gdańsku z Lechią i remisowały w regulaminowym czasie gry 1:1. Zarządzono więc dogrywkę. Dopiero w 148 minucie spotkania /!/ Szombierki zdobyły gola za sprawą Sobka, któremu udało się strzelić bramkę na 2:1. Nazwisko tego zawodnika warto zapamiętać w kontekście meczu z Jaskółkami.

Wracajmy więc do roku 1959. Zespół gości stał wówczas jakby na sportowym rozdrożu, a dobitnym tego dowodem była znikoma liczba zdobytych punktów. W Szombierkach miała miejsce wielka zmiana pokoleniowa. Wykruszali się twórcy sukcesów klubu, pojawiali się młodzi, nieopierzeni gracze.
W 1956 r. karierę zakończyli tacy gracze Szombierek, a zarazem reprezentanci Polski i olimpijczycy z Helsinek, jak:  
Hubert Banisz i Jerzy Krasówka, z kolei inny reprezentant kraju - Helmut Nowak w 1959 r. przywdział strój
warszawskiej Legii.
Szombierki w 1959 r. dopiero budowały nowy, perspektywiczny zespół, oparty w dużej mierze na własnej, nadzwyczaj utalentowanej młodzieży, która wszak dała już wcześniej znać o sobie, zdobywając w 1954 r. tytuł wicemistrza Polski juniorów !.
Patrząc z perspektywy czasu można rzec, że Bytomian wyszła zmiana warty. Już niedługo - po okresie pewnej zapaści - miały dla nich nadejść tłuste lata  i era m.in. reprezentanta kraju
Jerzego Wilima, późniejszego króla strzelców ekstraklasy z 1964 r., który w dniu meczu z Unią liczył sobie ok. 17 - 18 lat, czy też kolejnego reprezentanta - Jana Wilima.

Ale kibice Unii, tłumnie podążający na mecz Jaskółek szykowali się jednak głównie na oglądnięcie w akcji wspomnianego już  -
Pawła Sobka, zawodnika wielce doświadczonego, 30 - letniego, któremu przypadła w udziale zaszczytna rola profesora, wprowadzającego bytomską młodzież na piłkarskie salony.Paweł Sobek to był kolejny olimpijczyk z Helsinek, wielokrotny reprezentant Polski. A że grał w ataku, nie może dziwić fakt, że Czekanowski i jego koledzy z obrony szczególnie intensywnie rozgrzewali się przed tym spotkaniem. To było napewno kolejne ciekawe i trudne wyzwanie dla Jaskółek.

Przed meczem, niektórzy kibice Unii przysięgali na wszystkie świętości, że słyszeli jak wchodzący na stadion piłkarze gości i towarzyszący im kibice zapowiadali, że tym razem to po sportowemu zrównają Tarnów równo z trawą, a końcowy wynik meczu pamiętać będą i ze łzami w oczach wspominać jako koszmar, nawet wnuki piłkarzy Unii.
Cóż takiego wywołało taką sportową zapiekłość w szeregach gości, co stało się powodem takiej chęci rewanżu i cóż takiego nie podobało się im w Tarnowie ?!.
Dzisiaj o tym się nie pamięta, ale wówczas było to główne pytanie tygodnia, poprzedzającego mecz: czy Unia dostanie lanie od Szombierek, i to z powodu ... Tarnovii ?!!!!
 
W czym rzecz ? - ano, w spotkaniu, które rozegrano bodajże w 1955 r. na stadionie Tarnovii.
W tamtych rozgrywkach Szombierkom do ponownego awansu do ekstraklasy zabrakło jednego punkciku - punkciku na wagę złota. Szombierki straciły go nieoczekiwanie w przedostatniej kolejce na
stadionie Tarnovii,
remisując tam 1 : 1
!. Bytom tonął w żalu, a nazwę Tarnowa opatrywano różnymi przymiotnikami, których nie będę przytaczał, dobre obyczaje mając na względzie.
Rok 1955 to był początek końca lat świetności Tarnovii, która oprócz "odebrania" Szombierkom awansu, wsławiła się we wspomnianym roku jeszcze jednym "osiągnięciem": jedną z najwyższych klęsk w historii klubu -
Tarnovia przerżnęła w II lidze z Wawelem 0 : 11 !!!! /słownie: zero do jedenastu, jeśli ktoś sobie tego życzy, ten wynik mogę powtórzyć na priva dowolną ilość razy/. Wawel to mój ulubiony klub z Krakowa obok Wisły i Garbarni.

Czas wrócić na stadion Jaskółek. Za chwilę rozpocznie się mecz. Ze składu wypadł
Rusinek !. Mam nie do końca  dla mnie jasne odręczne zapiski, z których wynika, iż nasz snajper już wcześniej lądował w szpitalu z uwagi na zły stan zdrowia. Opierając się na "gazetowych" składach przyjmuję jego absencję w składzie jednak dopiero od tego meczu.
Unia miała według prasy zagrać w zestawieniu: 
Czekanowski, Tyliszczak, Białas, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Czarnecki, Grad, Dubiel i Spodzieja.
 
 
Szombierki od początku meczu zaskakują wszystkich - nie ustępują pola ani na centymetr, od pierwszych minut widać, że przyjechali tu być może nawet po zwycięstwo !!!. Grają z taką determinacją, jakby przeciwko nim stanęli ponownie gracze w biało - czerwonych kostiumach Tarnovii, a nie piłkarze biało - niebiesko - czarnej Jaskółki !.
No tak, przez tę Tarnovię to były zawsze tylko same kłopoty !.

środa, 22 stycznia 2014


17/ 1959r. - II LIGA - PODSUMOWANIE 7 KOLEJKI.



7 kolejka przyniosła następujące wyniki:
Wawel nie pozostawił złudzeń Concordii i wygrał 5:0, w takim samym stosunku bramkowym Szombierki wygrały z Piastem i to była już superniespodzianka, Stal Rzeszów - Unia Racibórz 0:0, Stal Mielec - Walter 1:0,  Legia Krosno - Stal Sosnowiec 0:0.
Te wyniki oznaczały następujący układ tabeli:
1/ WAWEL - 11 pkt;
2/ STAL SOSNOWIEC - 10 pkt;
3/ - 4/ UNIA TARNÓW
 i STAL MIELEC po 9 pkt;
5/-6/-7/ CONCORDIA, NAPRZÓD i UNIA RACIBÓRZ po 8 pkt;
8/ STAL RZESZÓW - 7 pkt;
9/ PIAST - 6 pkt;
10/ LEGIA - 5 pkt;
11/ SZOMBIERKI - 3 pkt;
12/ WALTER - 0 pkt.

sobota, 18 stycznia 2014

16/  1959 r. - II LIGA - 7 KOLEJKA.


UNIA TARNÓW - NAPRZÓD LIPINY.
O klasie i aktualnej formie danego zespołu, niekiedy znakomicie mówi zachowanie i taktyka na boisku, przyjęta przez rywali. Gdyby te elementy wziąć pod uwagę w tym akurat spotkaniu, to uprawnionym byłby wniosek, że i klasa
i forma Unii były wysokiej próby.
Meczowi towarzyszyły bowiem czary i magia na poziomie co najmniej woo - doo lub Kaszpirowskiego.
Naprzód Lipiny  przywiózł ze sobą do Tarnowa sprowadzonego z USA, wówczas zaledwie trzyletniego iluzjonistę Davida Cooperfielda. 
To niewątpliwie dzięki Jego umiejętnościom stary wyjadacz, jakim niewątpliwie w II - ligowym towarzystwie był Naprzód, pojawił się na murawie po to, by za chwilę ze znacznej części boiska ... zniknąć.
Dla zachowania obiektywizmu muszę jednak dodać, że nieobeznani z magią kibice  twierdzili, że to nie były  czary, ale świadomie przyjęta taktyka, zgodnie z którą  Naprzód prawie całkowicie wycofał swoich graczy z naszej połowy.

Najważniejsze z tego jest to, że Naprzód skomasował obronne szańce, okopał się w nich, nie wychylał stamtąd nazbyt nosa i czekał na pierwsze uderzenie.
Nie było wątpliwości: Naprzód czuł respekt przed beniaminkiem i doceniał jego klasę, stąd też swoją energię poświęcił w przeważającej części meczu na paraliżowanie naszych ataków. Nie zapominajmy, że Naprzód przyjechał do Tarnowa w glorii zwycięzcy w meczu z Wawelem, którego w poprzedniej kolejce pokonał u siebie 1 : 0 !
Przy takiej postawie rywala, Unia szybko  uzyskała wyraźną, chwilami miażdżącą przewagę i zdominowała boisko. Gra kombinacyjna w polu mogła się podobać, a celowali w niej, jak to wtedy mówiono, "łącznicy": Guzy i Nowak.
Na marginesie - jak to niekiedy nazwy oddają przemiany zachodzące w piłce nożnej.
Łącznik, to oczywiście piłkarz, który miał "łączyć" obronę z atakiem. Z czasem słowo to obumierało w ustach sprawozdawców sportowych, a obecnie jest już zapomnianym reliktem dawnego stylu gry. W futbolu totalnym na zawodników z linii pomocy nakłada się bardziej skomplikowane zadania, aniżeli dawniej to bywało i to w grze ofensywnej, jak i w destrukcji, a więc i samo słowo "łącznik" przestało precyzyjnie oddawać istniejący stan rzeczy.
Gra kombinacyjna Unii stała więc na dobrym poziomie, ale niestety w tym dniu Uniści mieli rozregulowane celowniki, a i swoje robiła uszczelniona obrona Naprzodu.
Napisałem powyżej, że Naprzód "prawie" całkowicie wycofał swoich graczy, a jak wiadomo to "prawie" czyni niekiedy
zasadniczą różnicę.
Na swoją szansę czyhał wspomniany już przeze mnie w poprzednim odcinku rewelacyjny strzelec Kasprzyk.
W 20 minucie doczekał się swojej szansy i jak to było w Jego zwyczaju, jej ... nie zmarnował !!!.
Unia, pomimo przewagi w polu, od 20 minuty tego spotkania przegrywała 0 : 1 !!!
 
 
Taktyka gości, wsparta umiejętnościami i Cooperfieldem, święciła tryumf !!!.
Na szczęście dla nas, ta wpadka  nie podcięła skrzydeł Jaskółkom. Napór trwał i czuło się, że w końcu przyniesie nam bramkowe okazje.
I faktycznie: przy stałym naporze Jaskółek i ta na pozór nie do przejścia linia gości popełniła błąd, który w 30 minucie rywalizacji przyniósł nam
rzut karny !!!.
Szał radości na trybunach !!!!. Do piłki podszedł
Witek. Wyglądał na skupionego, raczej nie zawodził w takich momentach. Podbiegł do futbolówki, kropnął w nią, i ...
Potem to już był tylko jęk zawodu i łapanie się za głowy. Tak fatalnie wykonanego rzutu karnego dawno na Unii nie widziano ! Nie było gola, zespół tym razem wyglądał na załamany i pogubiony.
Piętno niewykorzystanej szansy i to przy prowadzeniu gości, najmocniej odbiło się właśnie na dalszej grze pechowego strzelca. Jego dalszą postawę najlepiej ilustruje prasowa notka, którą pozwolę sobie zacytować:
"od tego momentu chodził jak błędna owca" !.Trzeba przyznać, że ówcześni dziennikarze nie bawili się w konwenanse.
Dalsze bicie głową w mur, z niewiadomym skutkiem, nie było najlepszą perspektywą.
Na szczęście w ataku Unii znajdowali się piłkarze, którzy z niejednego pieca chleb jedli i nie raz takie sytuacje przeżywali. Najwięcej zimnej krwi zachował Rufin Dubiel, który w 35 minucie /według odręcznego zapisku, którym dysponuję, bo według informacji prasowej w 25 minucie/,  doprowadził do wyrównania !!!  Z perspektywy ponad 50 lat, te 10 minut różnicy jakoś musimy przełknąć.
1:1, mecz zaczynał się jakby od początku !
W całym meczu znakomicie bronił bramkarz gości Stachak. Mam odnotowaną odręcznie uwagę, że tuż po wyrównaniu stanu spotkania, Unia stanęła przed kolejną świetną okazją na podwyższenie rezultatu. Jaskółkom udało się przebić w bezpośrednie sąsiedztwo Stachaka i tylko jego ryzykowna interwencja sprawiła, ze dosłownie zdjął piłkę z buta
szykującego się do strzału z najbliższej odległości
Dubiela.
 
Pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 1 : 1.
 
 
 
 
Po przerwie Unia nadal przeważała, ale za dużo było gry środkiem, co ułatwiało zadanie rywalom. Swoją kolejną szansę na podwyższenie wyniku zmarnował Dubiel. W Jego ślady poszedł Witek, szkoda bo niewątpliwie zdobycie bramki by go  podbudowało. Pomoc wypracowała także dobrą pozycję strzelecką dla Czarneckiego, ale i po jego uderzeniu wynik nie uległ zmianie.

Po tej mnogości zaprzepaszczonych sytuacji, zawodnicy z ataku nie mogli spodziewać się pochwał i rzeczywiście ich nie otrzymali. Wyróźniono graczy z linii obrony: spokojnego  
Tyliszczaka i dzielnie mu sekundującego Białasa.
Końcowy wynik meczu Unia - Naprzód to remis 1 : 1. Patrząc na przebieg spotkania, powinniśmy je wygrać, ale przecież i tak jeden punkcik został dorzucony do zasobnego już skarbczyka !.